Pierniki Katarzynki.

Pierniki z imieniem w nazwie? I to jeszcze własnym? PEWNIE! Wychodzą bardzo aromatyczne, lekko piekące w język, słodkie przez miód i przepięknie pachnące. Jednak.. trzeba upiec je już teraz bo są ewidentnie kamieniami. Przechowujemy w metalowej puszcze z jabłkiem.

Składniki na około 40 sztuk :

  • szklanka miodu
  • 1 łyżka przyprawy korzennej ( w poprzednich wpisach polecam zrobienie własnej przyprawy staropolskiej )
  • 1 łyżka kakao
  • 100 g cukru pudru
  • 1 duże jajko
  • 400 g mąki pszennej
  • 1 łyżka proszku do pieczenia

12317854_1490731374569821_512477695_n

Miód rozpuszczamy w garnku, dodajemy do niego cukier. Po ostygnięciu do masy dodajemy resztę składników i dokładnie zagniatamy. Wałkujemy na grubość około 0,5 cm i wykrawamy foremką.

Pieczemy w 170’C przez około 8/10 min – moja pierwsza blacha się spaliła więc będzie ozdobą choinki. Niestety trzeba je przypilnować bo szybko mogą zrobić się z nich murzynki.

Pierniki przepis I.

No cóż… musiałam je upiec. Fakt, że zrobiłam to ponad 3 tyg temu pokazuje jak ostatnio miałam mało czasu na wrzucenie tu czegokolwiek. Ale biję się w pierś i postanawiam poprawić. Więc.. nie miałam foremek do typowych katarzynek więc zrobiłam świąteczne. Ale tak, świątecznych jest mi zawsze mało więc i w tym roku dokupiłam w ikea małą paczuszkę foremek :) Bardzo piernikowe, ostre, ale to przez przyprawę którą robiłam sama  :)

Składniki na ok 3/4 blachy :

-200g miodu
-1,5 łyżeczki przyprawy korzennej (okej, można kupić ale to serio nie jest to samo)
-1 łyżka kakao
-pół szklanki cukru pudru
-1 jajko
-400 g mąki pszennej
-3 łyżeczki proszku do pieczenia
-2 łyżki kwaśnej śmietany jeśli ciasto nie chce się kleić

Do miodu dodajemy wszystkie składniki i zagniatamy. Miód musi być w konsystencji płynnej, teraz raczej rzadko jest przez temperatury za oknem więc musimy go po prostu podgrzać. Zagniecione ciasto przekładamy na stolnice, wałkujemy na grubość około 5 mm i wykrawamy foremkami.
Kładziemy je na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia i w 190’C pieczemy przez ok 12 minut. Czas pieczenia tak naprawdę zależy od grubości ciasta więc koło 10 minuty proponuję na nie spojrzeć i zobaczyć jak idzie pieczenie, żebyście nie musieli tak jak my zeskrobywać spalonego spodu :)

Moje pierniki miały być w czekoladzie ale jednak stały się piernikami w lukrze. Przechowuje je w metalowej puszcze z kawałkiem jabłka w środku.

Chałwa

Jeszcze jeden szybki wpis przed burzą. W niedzielę przeważnie mam dużo czasu więc wtedy pewnie będę dodawać najwięcej przepisów. Dzisiaj drugi do którego zabierałam się przez tydzień. Wbrew pozorów trochę ciężko dostać sezam. Potem zastanawiałam się z czym zrobić czy z wanilią czy z pistacjami, ale w końcu po debacie z największym smakoszem słodkości – moim bratem, padło na wanilię. Chałwa jest chyba jednym z najzdrowszych słodyczy, mimo że ma bardzo dużo kalorii przez sezam. Zawiera dużo białka, kwasów tłuszczowych nasyconych i nienasyconych, witaminy A oraz witaminy młodości E. Do ciekawostek o sezamie i samej chałwie odsyłam tutaj http://www.we-dwoje.pl/moc;sezamu,artykul,4191.html 

Składniki na 300 ml chałwy

– 200 g sezamu odtłuszczonego

– 6 łyżek miodu wielokwiatowego

– 1/4 laski wanilii

Sezam wsypujemy na patelnie i lekko prażymy, żeby ziarenka zrobiły się troszkę ciemniejsze. Następnie wsypujemy to wszystko do malaksera, używamy blendera, młynka do kawy albo moździerza i rozgniatamy ziarna na miazgę. Dodajemy następnie miód. Generalnie według uznania, ja dodałam 6 i żałuje, że nie dałam więcej bo jest bardzo sezamowa. Na sam koniec przecinamy wanilię w połowie. Połówkę laski znowu dzielimy na pół i z jednej połówki wydrapujemy miąższ przy pomocy noża. Dodajemy, mieszamy. Naczynie w którym będziemy trzymać chałwę wykładamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na minimum dwie godziny. Polecam zjeść ją z rodzynkami :)